Obudziłam się. Dookoła było jasno. Popatrzyłam na zegarek. Zdziwiłam się, bo była trzecia w nocy. Za oknami było ciemno i cicho. Po chwili zorientowałam się, że blask promienieje z mojej szafki. Wstałam z łóżka. Było zimno, ale czułam, że razem z światłem rozchodzi się też ciepło. Byłam bardzo ciekawa, co może się tam kryć. Powoli podchodziłam do szafki. Było coraz cieplej, ale mi to nie przeszkadzało. Zauważyłam, że robiło się też coraz jaśniej. W końcu blask sięgną zenitu. Popatrzyłam na termometr. Temperatura w pokoju wynosiła 90 C. Zdziwiłam się, bo nie odczuwałam aż takiego ciepła. Zdecydowałam się otworzyć szafkę. W środku znalazłam amulet. Były na nim narysowane różne egipskie symbole. Na środku widniało złote słońce. Coś mi mówiło żebym wzięła ten amulet. Wzięłam go bez zastanowienia i zawiesiłam na szyi. Poczułam ciepło i bezpieczeństwo. Światło i temperatura nie były takie intensywne, ale gdy popatrzyłam w lustro, zobsczyłam bijący ode mnie złoty, słoneczny blask.
Gdy obudziłam się rano, byłam niewyspana. Zastanawiałam się dlaczego, jeśli spałam tak długo. Po chwili, gdy zobaczyłam amulet na szyi, przypomniałam sobie wszystko. Dotknęłam naszyjnika. Czułam przyjemne, delikatne ciepło. Mam nadzieję, że nikt nie zauważył blasku, bo byłaby afera.
Umyłam się, i ubrałam szybko. Po chwili ,usłyszałam dźwięk nawołujący wszystkich na śniadanie. Zbiegłam szybko po schodach. Wszyscy wychodzili, i szli powoli w stronę jadalni. Gdy szliśmy podeszła do mnie dziewczyna o długich brązowych włosach i kolorowych oczach. Była szczupła i miała jasną cerę. Na pierwszy rzut oka wyglądała jak córka Hadesa.
-Hej! Jestem Vicky.- powiedziała radosnym tonem.
-Ja jestem Zoe, i pewnie zauważyłaś, że jestem tutaj nowa.
-Mogę Ci pokazać jadalnie, jestem twoją siostrą, więc będziemy siedziały razem.
-Skąd wiesz, że jestem twoją siostrą?- trochę zdziwiłam się.
-Widziałam, jak nasza grupowa oprowadzała cię po obozie.
-To Tini jest grupową?
-Wybraliśmy ją, bo brała udział w misjach i mamy do niej zaufanie.
Doszłyśmy do pawilonu jadalnego. Wszyscy zajmowali pokolei miejsca przy stolikach. Nie wiedziałam gdzie mam iść, ale Vicky pociągnęła mnie za rękę. Przy stoliku poznałam tylko kilka osób, które widziałam w domku, innych nie kojarzyłam. Usiadłam. Byłam lekko zestresowana, bo wszyscy się znali, rozmawiali ze sobą, a na mnie nikt nie zwracał uwagi. Zrobiło mi się smutno, ale pomyślałam, że niedługo poznam wszystkich. Przecież nie ma innej możliwości, teraz to moja wielka rodzina.
Wreszcie zaczęliśmy jeść. Ja zjadłam kanapki. Niby nic specjalnego, ale po długiej nocy naprawdę mi smakowały. Zachciało mi się pić. Nalałam sobie zimnej herbaty. Gdy chwyciłam za kubek, Tini zauwarzyła mnie.
-Hej, Zoe! Nie zauważyłam cię. Poznaj się ze wszystkimi po śniadaniu, bo teraz będziesz spędzała z nami 24 godz. na dobę.- gdy Tini mówiła, cały czas trzymałam kubek z herbatą. Nagle poczułam przyjemne ciepło, rozchodzące się po całym moim organiźmie. Zauwarzyłam, że źródłem temperatury jest tajemniczy, egipski naszyjnik. Kątem oka dostrzegłam, że herbata paruje, a od kubka czuć nieprzyjemny zapach topionego plastiku. Od razu puściłam kubek. Wszystko nagle minęło. Byłam przerażona. Sprawdzę w domku, co to za naszyjnik, bo teraz prawie stopiłam kubek, a gdybym tego nie kontrolowała, mogłabym stopić coś innego. Z zamyślenia wyrwała mnie Tini.
-Zoe! Słuchasz mnie?
-T.... tak. Zamyśliłam się.
- Wglądasz na zmartwioną. Dlaczego tu śmierdzi stopionym plastikiem?
-Nie mam pojęcia.- odpowiedziałam. Popatrzyłam na kubek. Odcisnęła się tam moja ręka. W tej chwili odwróciłam kubek odbiciem dłoni do mnie i napiłam się. Herbata smakowała trochę plastikiem, więc zostawiłam ją.
Gdy wszyscy skończyli, udaliśmy się do domków. Odrazu zaszyłam się w moim pokoju i zczęłam ćwiczyć. Wyjęłam zeszyt z szafki. Porwałam kartki na kawałeczki. Chwyciłam pierwszy kawałek. Próbowałam powstrzymać naszyjnik. Nie wyszło. Kartka od razu spłonęła. Z następnymi było mi coraz łatwiej. Jeszcze daleko było do perfekcji. "Czy to działa na odległość?"- zastanawiłam się. Położyłam na stole przede mną kawałek papieru. Starałam się wyczuć naszyjnik. Poczułam znajome ciepło, ale nic nie zauważyłam. Próbowałam się skoncentrować. Dalej nie wychodziło. "Może to nie działa w taki sposób". Poraz ostatni z wątpieniem spojrzałam na kartkę i postarałam się skoncentrować. Nagle cała zapromieniałam słonecznym blaskiem. Nie wiedziałam co robić, ale moje ciało zdawało się ruszać za mnie. Wyciągnęłam dłoń przed siebie, a z moich palców wystrzeliły złote promienie. Po kartce nic nie zostało, a na stole została czarna plama. Popatrzyłam na swoje dzieło. Byłam tak wycieńczona, że nie wiedziałam co o tym sądzić. Padłam zmęczona na ziemię.
--------------------------------------------------------------
Nowy rozdział I nowy pomysł. W przyszłych rozdziałach wyjaśni się co to za naszyjnik. Poproszę o zostawienie komentarzy. Mam nadzieję, że się podoba :*
Świetny jak zwykle <3 Pisz dalej bo czekam :D
OdpowiedzUsuń+Jeaah jestem grupową B) XDDD
nominuję cię do LBA, szczegóły u mnie- http://to-nieprawda-nie-jestem-herosem.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńPisz!
OdpowiedzUsuń