poniedziałek, 1 grudnia 2014

Rozdział II

Gdy wysiedliśmy, wszędzie panowała cisza. Byłam tylko ja i kozłonogi Tom. Dziwnie się czułam, bo byłam przyzwyczajona do tego, że mój przyjaciel wyglądał normalnie. No ale gdzie ten "obóz"? Przecież nic nie było słychać. A co jak Tom jest jakimś przestępcą, porywaczem albo czymś takim? Inna kwestia to czy mama o tym wie. Jak zniknę tak jak kiedyś ona mi tego nie wybaczy. Jestem jej jedyną rodziną. Ojca nigdy nie poznałam. Mama nigdy mi o nim nie opowiadała. Mówiła, że odszedł po moim urodzeniu. Reszta rodziny odizolowała się od nas, gdy dowiedziała się, że moja matka ma nieślube dziecko. Ja nigdy nie poznałam tych ludzi. Moją rodziną była moja mama, i tylko i wyłącznie ona.
-Co tak stoisz?- z zamyślenia wyrwał mnie Tom
-Tak tutaj ładnie...- rozmarzyłam się
- Chodź szybko, musimy przedstawić cię Chejronowi.
Byłam zdezorientowana. Nie wiedziałam co się dzieje.
-Kto to Chejron?- zapytałam- Przywódca jakiejś mafii, czy co?
Tom się roześmiał:
-Nie żadnej mafii, sama się przekonasz!
Bałam się trochę a jednocześnie byłam ciekawa co się ze mną stanie.
Szliśmy przez las. Było cudownie. Zielone drzewa kołysały się lekko na wietrze, a słońce świeciło. Nagle ukazała się brama. Gdy podeszliśmy bliżej Tom powiedział radośnie:
-Witamy w obozie herosów!
-Że co?- zapytałam się zdziwiona.
Właśnie w tej chwili zza drzew wyskoczył ten sam wielki pies, który zaatałował mnie w parku. Krzyknęłam przerażna. Poczułam lekkie pieczenie na nadgarstku i zobaczyłam mały tatułaż. Były to maleńkie wzorki, tak piękne, że aż zamarłam z wrażenia. Nigdy wcześniej go tam nie było! W  tej chwili wróciłam do rzeczywistości. "Przydałaby mi się jakaś broń, bo inaczej nie wyjdę z tego żywa"- pomyślałam. Pies był coraz bliżej. Wtedy coś błysnęło a w mojej dłoni pojawił się pięknie rzeźbiony łuk. Sięgnęłam do kołczanu, który pojawił się razem z łukiem. Nie wiem co się stało, ale włożyłam w ten strzał całą swoją złość. Gdy strzeliłam strzała zamieniła się w złoty promień. Trafiłam potwora w środek głowy, a on rozbłysł złotą energią, taką samą jak dziś w parku. Stałam zaszokowana. Pies zniknął, a za mną gromadziły się dzieci w pomarańczowych koszulkach. Niektórzy mieli na sobie zbroje rodem z antycznej Grecji i trzymali miecze. Wszyscy milczeli, gdy nagle nad moją głową zajaśniał znak.

-------------------------------------------------
I jest nowy rozdział. Jak zwykle proszę o pinie w komentarzach :)
Mam nadzieję, że się podobało!

4 komentarze:

  1. Fajny rozdział! Tylko wiesz co mi sie nie podoba? Jest za krótki! :D Ale liczą się dobre chęci! Jest bardzo ciekawy.
    Weny życzę ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. JAKIE KRÓTKIE! No weź ;-; ja chce wiecej Jej czo to za ,,Let it go''? XD Kurde no czekam i czekam na coś więcej.
    Weny życze :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział jest świetny, nie mogę się doczekać następnego :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Niezły rozdział, jak na początek świetnie. Tylko tak *tatuaż :)

    No i czasem są powtórzenia (zwracam się tutaj w stronę pierwszego rozdziału), ale to się wyrobi ;>

    Trochę krótko ;CCC Za krótko! :(

    Jedno co wiem to to, iż na pewno na blogu zostanę na dłużej! ;]

    Zapraszam do siebie: http://zaczytannej-opowiadan-ksiega.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń