niedziela, 30 listopada 2014

Rozdział I


Hej, nazywam się Zoe Johnson. Moje życie wydawało się być całkiem normalne, aż do moich 12 urodzin. Wtedy zaczeły dziać się naprawdę dziwne rzeczy. Czasami gdy chodziłam po parku zauważałam okropne rzeczy. Coś co wyglądało jak potwór patrzyło się na mnie dziwnie, jakbym była najlepszym jedzeniem świata i po chwili znikało. Ale to tylko jeden z takich przypadków. Zaczęłam się naprawdę bać, i myśleć że jestem nienormalna. Postanowiłam nikomu o tym nie mówić, co by pomyśleli inni, gdybym im opowiedziała? Pomyśleli by, że jestem nienormalna i znalazłabym się w grupie wariatów szkolnych. Niestety wszystko zaczęło się zamieniać w coraz większy koszmar. W szkole nauczyciele i znajomi też zaminiali się w jakieś zjawy. Wtedy pojawił się Tom, z pozoru zwykły nowy uczeń chodzący ze mną do klasy. Wyczuwałam w nim przyjazną aurę i odrazu bardzo się polubiliśmy i chociaż o niczym mu nie mówiłam, zdawał się wiedzieć o co mi chodzi i co czuję. Przy nim czułam się bezpiecznie. Gdy szłam z nim przez park stwory nie pojawiały się tak często. Mogłam się chociaż trochę nacieszyć życiem.
Pewnego dnia, równie dziwnego jak inne, wracaliśmy razem ze szkoły przez park. Drzewa szumiały i słońce świeciło. Lepszego dnia nie mogłam sobie wyobrazić. Niestety zwykle takie dnie musi coś popsuć. I nie myliłam się. Nagle zauważyłam wielkiego psa. Dosłownie pies był ogromny, jeszcze nigdy nie widziałam takiego wielkiego. Nie wiedziałam czy to prawda, czy już naprawdę zwariowałam.Tym razem naprawdę się przestraszyłam i wydałam z siebie przeraźliwy pisk i zaczął bić ode mnie złoty blask. Pies zaskomlał, moja złota "moc" rzuciła nim i uciekł. Tom zatkał uszy i też go odżuciło. Wydaje mi się, że takie wysoki tony to ultradźwięki, ale nie jestem pewna jak udało mi się tak zapiszczeć. Złotą energię niewiem jak i skąd wytrzasnęłam. Tom popatrzył na mnie dziwnie, jakby bardziej się zdziwił tym, że ja tu stoję niż tym, że przed chwilą stał tu kilkumetrowy pies. Popatrzyłam na niego przepraszającym wzrokiem i, no cóż, zostawiłam go w parku i pobiegłam szybko do domu. Pędziłam i mijałam znane mi miejsca, a jednak od dzisiaj nie czułam się tutaj tak bezpiecznie. Zwykle tylko widywałam takie rzeczy, ale nic mnie nie zaatakowało. Naprawdę nie wiedziałam co się dzieje, byłam zrozpaczona i totalnie zdezorientowana. Nie wiem czy Tom o tym coś wiedział, ale byłam na niego zła! Zresztą nie tylko na niego. Dlaczego mnie to spotkało?
Weszłam i trzasnęłam drzwiami. Nikogo nie było. "I dobrze, będę miała chwilę spokoju"- pomyślałam. Leżałam i szlochałam, postanowiłam, że dzisiaj nie wyjdę z domu i odpocznę. Niestety do mojego pokoju wbiegła osoba, która była na ostatniej pozycji, na liście osób które chciałabym widzieć- do mojego pokoju wbiegł Tom, ale jakiś inny. Wstałam ze zdziwienia.
-Tom? Co się z tobą stało?- zapytałam.
Mój przyjaciel był w dolnej połowie ciała Kozłem! Dosłownie!
-Nic specjalnego, chodź ze mną szybko. Muszę cię zabrać do obozu. Już czas!
-Ale ja nigdzie nie idę!- krzyknęłam- czekam na wyjaśnienie mi co to za "obóz"!?
- Nie ma czasu na wyjaśnienia!
Pociągnął mnie za rękę i wsadził do taksówki.


------------------------------------------------------------
To narazie pierwszy rozdział, liczę na komentarze z radami, nastęny rozdział za tydzień :)

2 komentarze:

  1. Bardzo fajny rozdział.
    Moja rada jest taka, żeby więcej szczegółów pisać. Jak wygląda miejsce, ludzie. Co czuje dana osoba.
    Bardzo mi się podoba treść.
    I weny życzę ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Popieram Vicky, dodaj jeszcze więcej opisów, ale tak to jest bosko <3 Jej tak sie wciągnęłam że będę cię męczyć dopóki nie napiszesz kolejnego :* Pozdrawiam Tini (no i czekam na akcje w obozie i oczywiście #Leni)

    OdpowiedzUsuń